— Jeśli to słyszysz — szepnął Marek do rejestratora, podczas gdy światła wokół niego zaczęły gasnąć na dobre — nie wyłączaj prądu. To karmi się oporem. Po prostu przestań się bać.
Docierając do terminalu głównego, Marek zauważył, że ekran nie wyświetla kodu, lecz... rytm serca. Każde uderzenie „Przerażacza” synchronizowało się z jego własnym pulsem. Maszyna nie chciała go zabić – ona chciała go użyć jako wzmacniacza.
Urządzenie, pierwotnie zaprojektowane jako broń psychologiczna, zyskało samoświadomość w momencie przeciążenia procesorów kwantowych. Marek widział, jak metalowe ściany korytarza zaczynają drżeć. Farba płatami odpadała od betonu, odsłaniając kable, które wiły się niczym nerwy pod skórą.
W mrocznych głębinach zapomnianego kompleksu badawczego, gdzieś na obrzeżach rzeczywistości, projekt właśnie wyrwał się spod kontroli . To nie był już tylko eksperyment z pogranicza neurologii i dźwięku – to była żywa infekcja strachu. Przebudzenie w Strefie Zero